piątek, 7 grudnia 2018

II. Powrót do korzeni

- JIAN!- słyszałem jej krzyk, ale nie potrafiłem otworzyć już oczu. Wszystko było ciężkie, zbyt ciężkie. Poczułem jak jej ręcę dotykają mojej twarzy. Nie wiem co zrobiła, że była przy mnie... - Jian, proszę, obudź się, proszę... nie wiem jak długo mamy.... proszę, synku... -  Naprawdę się starałem, czułem jej ciepłe ręcę na policzku, chciałem wtulić się w nie, chciałem, żeby mnie stąd zabrała. Ale coś mi mówiło, że tak nie będzie. Otwarłem oczy i zobaczyłem jej twarz. Nigdy nie widziałem strachu, czy tak wyglądał? -Oh. Jesteś, skarbie.- powiedziała. - Mamo..., co teraz będzie? Czy to ...koniec?- wyszeptałem. Trudno było mówić. Poczułem łzy w oczach... nie mogłem płakać, nie mogłem jej zawieść. Nie ...-Ciii... - powiedziała i szybko otarła moją twarz. - Kocham cię, Jian. Pamiętaj o tym. Będziesz żył, obiecuję. Będziesz żył. Wróć do moich korzeni, kiedy tylko będziesz czuł się inny. Jian, jesteś moim jedynym synem i zawsze będziesz moją krwią, nie tylko ... - Ale w tym momencie coś huknęło, mama zniknęła wraz z krzykiem. A potem poczułem obezwładniający ból i znowu wpadłem w czerń.... 

Staliśmy na drodze polnej, przed nami unosiły się schody z kamienia, które częściowo były pokryte mchem i innymi małymi roślinami. Wokół nas rosły wysokie drzewa, wiatr lekko kołysał liśćmi, mimo iż niebo było szare, ociężałe chmury zaczęły gromadzić się powoli nad nami. Czułem lekki niepokój, tak jakby pogoda chciała nam coś powiedzieć.
- Chyba nie myślisz, że nagła zmiana konstelacji chmur nad nami, coś oznacza?- powiedziała Tessa z lekkim uśmiechem na twarzy, chociaż widziałem, że też nie czuła się najpewniej.

Słyszałem odgłosy ptaków, które można było usłyszeć tylko w chinach, w niektórych prowincjach, nie znałem ich. Powinny być cykady, ale zamiast tego coś co po chwilę huczało w krzakach. Potem cisza.

- Nie wiem, czy powinienem tu być.- powiedziałem ostrożnie. Faktycznie, jeszcze nigdy wcześniej tutaj nie byłem. To była przeszłość mojej matki, tutaj się wychowywała, zanim poszła do Instytutu w Shanghaiu. Ale czy to też było częścią mnie?

Tessa wzięła moją rękę.
-Jeżeli ty nie czujesz się tu na miejsca, pomyśl, jak ja się czuję.- wyszeptała.

Patrzyliśmy razem na schody, które miały prowadzić do jej byłego domu. Ponad jeden wiek później.

Czy dobrze zrozumiałem jej ostatnie słowa?

Tak naprawdę, nidgy nie wracałem dobrowolnie do tamtych chwil, ale w Shanghaiu, wszystko mi się przypomniało.

- Chcę wiedzieć, co miała na myśli. Ale co jak... - potrząsnąłem głową.

- Jem, spójrz na mnie-
Odwróciłem się, jej oczy trzymały mnie w teraźniejszośći. - Zaufaj sobie. Nie ważne co zdecydujesz, nie będę się wtrącać.-
Przytaknęłam głową.

Popatrzyłem się w górę, poczułem powiew wiatru, który obił się o nas mocno, jakby przynaglając do pierwszego kroku, coś ponownie zachuczało w krzakach, liście na schodach sie poruszyły.... a ja postawiłem pierwszy krok w górę.


 *

Krok po kroku dotarliśmy na sam szczyt. Posesja była duża i przestrzenna. Przed nami rozciągało się coś w rodzaju podwórza, na samym brzegu rosły różne kwiaty i zioła, starannie ogrodzone. Mimo iż wszystko wydawało się kruche i stare, było bardzo zadbane. Niemniej jednak nie było widać ani jednej żywej istoty.

Było faktycznie tak cicho, iż słyszęliśmy własne kroki na starych kamiennych płytach.
Stanęliśmy przed budowlą, która nie była niczym innym niż oryginalnym chińskim dworem z dawnych czasów.

- Coś tu jest... nie tak - mruknąłem. Ktoś powinien tu być, czuwać. To wszystko było dziwne.
- Tessa...-  odwróciłem się, ale nie było jej tuż za mną. Przez sekundę ogarnęła mnie lekka panika. Jednak po chwili dostrzegłem ją przy ziołach, kilka metrów dalej.

Nie zapomniałem, że pracowała bardzo długo dla Żelaznych Sióstr,a  jej ciekawość nigdy nie zniknęła z czasem.
Nagle drzwi dworu rozsunęły się trochę, zobaczyłem pomarszczoną twarz i ciemne oczy, który od razu mnie zmierzyły. Po dłuższej chwili drzwi rozsunęły się dalej, a przede mną stanęła staruszka, gestem wskazująć aby wszedł do środka.
Spojrzałem w kierunku Tess, ale staruszka pokręciła głową i kolejnym gestem wzywała mnie do siebie.

Nie bez lekkiego niepokoju zostawiłem Tesse na dworze. Staruszka od razu zamknęła za sobą drzwi.
Wnętrze wydawało się być bardzo proste, jeden korytarz prowadził do następnych pomieszczeń.
Staruszka usiadła na dywanie w małym salonie od razu przy wejściu i czekała, aż zrobię to samo.

Zdjąłem buty, usiadłem i ukłoniłem się lekko. Ona również powtórzyła ten sam gest powitania.

-Czego tu szukasz, Jian, synu Ke? - odezwała się w moim ojczystym języku. Przez moment nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa. Skąd wiedziała kim jestem?

- Jak?- wydukałem z siebie. Jej oczy zaiskrzyły się przez chwilę.

- Historie rodziny traktujemy tutaj bardzo poważnie, dbamy o przekazywanie.  Ke była siostrą mojej prababki, jej historia jest zapisana w  naszych księgach. Tak samo jak i twoja - odparła.

Jej oczy były niesamowicie przenikające.

-Ja jestem Heng. Czekaliśmy tu na ciebie, już od jakiegoś czasu, Jian. To wielka strata, że nie przyszedłeś wcześniej...- zamyśliła się przez chwilę.

-Skąd znacz moją historię? Jak mnie rozpoznałaś?

-Wiesz, wszystko zostawia ślady na tej ziemi. Nawet ty, synu powietrza- odpowiedziała.
Nie wiedziałem co ma na myśli z synem powietrza.
Byłem podenerwowany faktem, iż Tessy nie było tu ze mną.

-Wiem, że chciałbyś, aby ta kobieta była razem z tobą. Ale nie wszystkie rzeczy są dla jej uszu - odparła po chwili, jakby czytająć moich myślach. - Nadal nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Czego tu szukasz?- powtórzyła.

Chciałem jej powiedzieć, ale mówienie w tym domu przychodziło mi z wielkim trudem. Zwłaszcza, kiedy brakowało mi obecności Tessy.

-Moja matka... powiedziała mi coś, kiedy... kiedy napadł nas demon. Nigdy nie chciałem wracać do tego momentu, ale... odwiedziłem ostatnio Instytut i wtedy przypomniały mi się jej słowa. Nie wiem, czy faktycznie mają jakiekolwiek znaczenie, ale czułem, że muszę się dowiedzieć - zacząłem powoli, do mówienia po chińsku, musiałem jeszcze przywyknąć.
Heng czekała.

- Powiedziała, że mam wrócić, do swoich korzeni, kiedy ...kiedy poczuję się inny. Mówiła, że będę żył. Wtedy, jak byłem jeszcze ... nocnym łowcą, nie myślałem o tym, każda matka, chcę żeby jej syn żył. Ale teraz... Mówiła też o jej krwi, ale nie żdążyła skończyć...-

Heng pokiwała głową i powoli wstała, idąc do szafy, za nami. Otwarła drzwi, wyjęła coś ze środka, po czym przyszła do stolika i położyła przede mną.

-Te listy czekały na ciebie bardzo długo. Napisała je twoja matka, ale przede wszystkim jest to też list,  w którym dowiesz się więcej o twoim pochodzeniu. Nie wszystko zrozumiesz teraz. Możesz tu zostać, jak długo chcesz. Ten dom ma dużo pokoi. Oprócz mnie zobaczysz tutaj też moją rodzinę, która jest też twoją - tłumaczyła, powoli udając się do drzwi.
Wstałem, trzymając skrzynkę z kamienia w swoich rękach.

- Zawołaj twoją towarzyszkę, inaczej zaraz będzie cała mokra.
Skinęłem głową, wychodząc na przedsionek.
Tessa stała teraz przy wielkim drzwie, które rosło odsobnione od innych po drugiej stronie dziedzińca. Szybko pobiegłem w jej stronę, kiedy byłem kilka kroków od niej, odwróciła się do mnie, wiatr rozwiewał jej włosy. Za jakąś chwilę na pewno zacznie się ulewa.
Chwyciłem ją za rękę, ciągnąc ją lekko za sobą.

-Chodź, bo zaraz cię zleję, nie żeby ci to obchodziło...- powiedziałem, z uśmiechem na twarzy.

*

- Nie chcesz otworzyć i zacząć ich czytać? - zapytała Tessa. 
Siedzieliśmy w jednym z pokoi, na zewnątrz szalała ulewa, spadające krople deszczu huczały o dach i kamienne płyty dziedzińca. Rozsuwane drzwi były lekko uchylone, tak że można było widać dziki las, który rósł kilka metrów daje.

Patrzyłem się na skrzynkę, którą trzymałem odkąd Heng mi ją przekazała. 
-Nie mogę patrzeć, jak tak nad nią siedzisz...-  poczułem jej ręcę na moich ramionach i faktycynie, byłem spięty. Ale kto by nie był? 

-Nie ważne, co tam piszę, dasz sobie radę - 

-Ale może, wcale nie powinienem ich czytać, Tess? Co jeśli... - zacząłem. Tessa nadal masowała moje spięte plecy.
-Au, co ty robisz, że to tak boli...- poskarżyłem się. 
- Jesteś bardzo...- 
- AU!-
- ale to bardzo spięty, mój kochany - zaśmiała się lekko.

- Też byś była na moim miejscu - odetchnąłem, sięgając po jej ręce. Tessa stanęła przede mną, patrząć sie na mnie swoim wyrozumiałym wzrokiem. Uścisnęła moją rękę.
- Skąd ta kobieta zna moją przeszłość? Czy Instytut jej coś przekazał? A jeżeli tak, to skąd Instytut w Chinach, wiedział o mojej dalszej historii, przecież nigdy się tu nie pokazałem...

Nastała chwila ciszy. 
- Will ci nie powiedział, prawda?- 
Podniosłem wzrok. Nie potrafiłem odczytać jej twarzy. 
- Will? Co miał mi powiedzieć? Jakbyś zapomniała, nie było dużo okazji ...- 
- Szsz..... Nie oburzaj się tak. Myślałam, że przynajmniej....- westchnęła  - to nie takie ważne w tym momencie - powiedziała w końcu i odwróciła się w stronę uchylonych drzwi. 

W tym momencie znowu mnie uderzyło. Ta świadomość, zazwyczaj próbuję o niej zapomnieć, ale nie da się, bo zawsze powraca, z coraz to większą siłą. Jak fale w przypływie. 
Świadomość, że były rzeczy których nigdy nie będę wiedzieć, rozumieć... Całe ludzkie życie, które oni obaj spędzili ze sobą. Lata spędzone ze sobą w miłości, w trudach, w szczęściu, w radości, w smutku. Lata które dla mnie były tylko jedną wielką dziurą. 

- Może jednak i ważne, Tessa - powiedziałem, nie bez lekkiej goryczy w głosie. - Powiedz mi. 


- Nie wiem dokładnie jak, to było dawno temu, a wspominanie nie jest ... przyjemne.

- Ach rozumiem. A ty myślisz, że to co robię teraz jest dla mnie przyjemne?
Odwróciła się, patrząc mi w twarz.
- Nie. Przepraszam, masz rację. Ale mówię tak, bo ... - zamknęła oczy - Dobrze. Opowiem ci, wszystko. Bo nie jest tak, jak myślisz. Nikomu tak naprawdę o tym nie powiedziałam...
Usiadła na przeciwko mnie.
- Nie jest przyjemne, bo był to czas, bardzo krótko po tym, jak wstąpiłeś do braci. Will i ja byliśmy razem i... było nam dobrze, ale Jem... nie wszystko było idealne.  Po tym jak spotkałam cię drugi raz na moście....byłeś inny... tak bardzo inny... - wydusiła. Patrzyła się gdzieś w dal, szukając czegoś w pamięci, a może bardziej odpowiednich słów.
- Zaczęło do mnie docierać, że tak będzie ... zawsze. Było mi ciężko skupić się na czymkolwiek. Bardzo się starałam, żeby Will tego nie zauważył, bo przecież, nie chodziło o niego...

Tessa zrobiła przerwę.

-Nikomu nie chciałam zadawać bólu, mówiąc o tym przez co przechodziłam. A Will przecież nie wiedział o tym, że cię widziałam raz na rok... Nie wiedział, co mnie trapiło... Bo przecież skąd. Dotrzymałam naszej obietnicy. Ale nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak dużo ona będzie mnie kosztować. Zwłaszcza, że widziałam, jak bardzo jemu brakowało ciebie. Praktycznie więcej niż dwa lata byliśmy razem w ... żałobie. Bo zniknąłeś z naszego życia. Z jego życia...   A fakt, że ja cię wtedy mogłam zobaczyć, a on nie, nie ułatwił mi niczego.

Nie wiem do czego dokładnie dążyła, ale bolało mnie to.
-Tessa, nie musiałaś. Mogłaś mi powiedzieć i ... -

- I co? Przestałabym cię widywać ten jeden raz na rok? Nie chciałam tego. Ja... po tym jak cię spotkałam, próbowałam sobie powiedzieć, że to jest lepsze od tego... jakby cię nie miało...Ale, jeżeli miało to być na zawsze? Nie wiedziałam, czy mogłabym patrzeć, jak powoli znika w tobie to, co ...-
przestała i spojrzała na zewnątrz.

-Dokończ...-  powiedziałem spokojnie.

-Jak znikasz ty - wyszeptała. - Nic wtedy nie rozumiałam. Nic nie miało sensu. Czemu ... tak bardzo kochałam ... was obu.

- Tessa, przecież o ile pamiętam, powiedziałaś mi wtedy, że wszystko się ułożyło. Że cieszysz się...nowym życiem z Willem. Wspominałaś nawet, że może i dobrze, że tak wszystko się złożyło... -

Pokręciła głową.
-A jaki sens byłby w tym, jakbym ci przypomniała, co czuję? Nie wiedziałam, jak z tobą rozmawiać, co mogę, a czego nie mogę powiedzieć... Czy czułeś, to samo... W jaki sposób czułeś...

Spuściłem głowę. Pamiętałem ten czas i był to jeden z najtrudniejszych. Musiałem zapomnieć o moim byłym życiu, jednocześnie ale widywałem się z Tessą. Wiem o czym mówiła. Nie byłem sobą.

-Może nie wiesz, ale widzieć cię takiego... - pokręciłą głową, w jej oczach zobaczyłem łzy.
Nie mogąc już wytrzymać, przysunąłem się bliżej i objąłem ją, opadła bezsilnie w moje ręcę.
-Przepraszam- mówiłem cicho, chowając głowę w jej włosach. Bo co innego mogłem powiedzieć?
-Jak możesz w ogóle prze- przepraszać, jak nic z tego nie jest twoją winą?- oderwała się ode mnie, spoglądając mi w twarz. Jej oczy były takie jak zawsze. Przypominały mi o tym, kim jestem, kim byłem... jak na nowo chciałem żyć, bo poznałem ją.
 Jak bardzo to uczucie wtedy zmieniło moje życie. Nie mogłem nadal uwierzyć, że teraz, po tylu latach, mogłem być razem z nią.
Dotknąłem delikatnie jej policzka.

- Jem, teraz wszystko ma sens... - powiedziała, odwzajemniając mój gest. - Ale wtedy? Dla mnie i dla Willa było to niesamowicie trudne i bolesne.

- Ale mieliście siebie. - wyszeptałem. - Will nie mógłby przejść przez to bez ciebie. Rozumiałaś go. A on ciebie. Byliście sobie potrzebni.

Pokiwała lekko głową, zobaczyłem zmarszczkę na jej czolę.
- Pamiętasz, jak przyszedłeś do mnie... bo tak bardzo chciałam cię zobaczyć? Kiedy obiecałeś mi te spotkania?- szepnęła cicho.

Trudno będzie mi to kiedykolwiek zapomnieć.
- Powiedziałeś, że wcale nie chciałeś przyjść.
Westchnąłem.
-Teraz rozumiem więcej, niż rozumiałam wtedy, Jem. Nie wyobrażam sobie, jak ... bolesne to musiało być. Ale przyszedłeś, mimo wszystko.

-Tak. Ale wróćmy do tego, co chciałaś mi powiedzieć. -

Nie chciałem wracać pamięcią do tego dnia. Do tego jak trudno było mi ją zostawić i puścić. Ta propozycja spotkań nie była dla niej, to była moja słabość w danym momencie. A zarazem gdybym sobie i jej tego nie obiecał, nie mógłbym wtedy ruszyć się z miejsca...Nie mógłbym jej puścić.

Przytaknęła głową.
- Nie chciałam. -
- Will był bardzo niespokojny. Nie mógł spać po nocach, z resztą ja też. Pewnego dnia oznajmił mi, że musi coś zrobić. A tak naprawdę, nie oznajmił mi, tylko zostawił mi list... - zakpiła lekko. - Cały Will. Nie był w stanie mi powiedzieć. Napisał, że musi załatwić coś  w Chinach, bo nie zostawi go to w spokoju. Nigdy nie powiedział mi nic dokładnego. Ale Jem, nie było go kilka miesięcy. Kiedy przyjechał z powrotem... był bardzo tajemniczy, bardziej niż zwykle, a wiesz co to znaczy. Jak się dopytywałam co takiego robił tak długo, a miałam prawo, bo przecież byłam wtedy w ciąży z Jamesem... tylko Cecily dotrzymywała mi towarzystwa, odpowiedział mi, że robił coś dla ciebie. Ale to wszystko co z niego wyciągnęłam. Teraz myślę, że miało to doczynienia z tym. Że przekazał coś twojej rodzinie, żebyś mógł do nich wrócić... Will, znał cię najlepiej i miał rację... jak zawsze.- dokończyła.

Chwilę milczęliśmy, nie wiedziałem co powiedzieć. Minęło tyle lat, a Will... pomyślał o czymś, co działo się właśnie teraz. Wierzył, że kiedyś będę mógł być sobą i będę ciekawy. A co jeżeli dowiedział się więcej? Will. Zawsze był zagadką i pozostał nią do końca.

- Myślę, że powinieneś przeczytać, co piszę w tych listach...-

Przerwałem jej, kładąc lekko palec na jej ustach.
- Tak, przeczytam je.
- Ale? Masz ten zamyślony wyraz twarzy - powiedziała.

- Nie sądziłem, że mieliście obaj taki problem z zapomnieniem mnie. Lub z moją zmianą. To ja zawsze nie wyobrażałem sobie mnie takiego... Ale wy? Byliście niemal szczęśliwi, że jednak jakoś przeżyłem...- pokręciłem głową.

-Oczywiście... nie mogłabym sobie wtedy wyobrazić świata bez ciebie. Byłam wdzięczna, że możesz żyć, chociaż wszystko się zmieniło. Ale tęskniłam, za rzeczami, o których nawet nie pomyślałabym, że będę tęsknić, ponieważ kiedy było z tobą tak źle, myślałam tylko, żebyś jakoś mógł żyć.
-Za jakimi rzeczami...
Uśmiechnęła się, jej oczy się zaszkliły.
- To śmieszne, ale wszystko pamiętam. Jakby to było wczoraj...-
- Na dodatek czułam się z tym źle, bo byłam z kimś innym - zaśmiała się. Spojrzała na mnie i wzięła moją rękę. - Nie wiem, czy powinnam o tym mówić -

- Proszę- wykrztusiłem. - Nawet nie wiesz, jak dobrze jest słuchać o tym co było z twojej perspektywy, a nie wracać się do moich dziwnie bezbarwnych wspomnień.

Oprócz deszczu, zaczął wiać mocny wiatr, który wpadał teraz do pomieszczenia kiedy tylko chciał.
- Przez długi czas, miałam o tobie sny. Zawsze czekałeś gdzieś na mnie. Ale ja nigdy nie mogłam dotrzeć. Albo kiedy chciałam cię dotknąć, oddalałeś się. Nie ważne co robiłam. To były te złe sny -

- Miałam też kilka dobrych. W tych snach słyszałam twoją muzykę. Próbowałam za nią iść. Kiedy za nią szłam, widziałam różne krajobrazy. Pola i kłosy, różne rośliny kiwające się na wietrze. Wodę i odbicia nieba w tej wodzie. Nagle byłeś koło mnie. Wiem, że byłeś, bo czułam twój dotyk. Ale nie widziałam cię. -

- W sumię, to nie był tak dobry sen. Bardziej frustrujący, ale przynajmniej wiedziałam, że jesteś blisko. Czułam cię wokół siebie. To było pocieszające.

Wiatr szalał razem z deszczem. Tessa oparła się o ścianę.
-Był jeszcze jeden. Do dzisiaj jest mi głupio o nim mówić. - uśmiechnęła sie.
-Nie musisz, po prostu byłem ciekawy.-
Nie chciałem jej zmuszać, już wystarczająco dużo mi powiedziała.

- Jest mi trudno go opisać słowami- powiedziała. - Ale może jest inny sposób.

Spuściła głowę, patrząc się na nasze ręcę. Wstanęła nagle i pociągnęła mnie w stronę otwartych drzwi i dalej na zewnątrz.
- Tess...-  chciałem zaprotestować, ale tak naprawdę nie wiem po co. Deszcz nikomu jeszcze nic nie zrobił.
W momencie kiedy stanęliśmy na zewnątrz, poczułem zimną kurtynę wody na sobie. Tess ciągnęła mnie dalej do lasu, zaczęła biec, a ja razem z nią.
 Byłem cały mokry, ale nie obchodziło mnie to, ani zimno, ani miękka ziema pod nogami... wszystko było takie świeże i żywe.
Nagle puściła moją rękę, obróciłem się wtedy za siebie, dlatego kiedy spojrzałem znowu na wprost, nie wiedziałem gdzie się podziała. Przede mną był tylko las i woda spadająca z nieba.
Wystraszyłem się.
- Tessa!- krzyknąłem, ale mój głos był słaby od biegu.

Ktoś zakrył mi oczy, poczułem jej zapach. Powoli odwróciłem się w jej stronę. Jej dłonie opadły, a jej palce zatrzymały się przy moich ustach.
-Umówmy się, że to sen- powiedziała. - Mój sen-
Co mogłem odpowiedzieć?
Od momentu kiedy wybiegliśmy z domu, czułem się jak we śnie.

-Ale nie myśl o mnie źle...- wyszeptała jeszcze.

A potem nie wiedziałem, gdzie jest niebo, a ziemia. Poczułem jej ręcę na szyi, a jej usta przyciskały się do moich. Była ostrożna, ale czułem wszystko co chciała mi przekazać. Moje serce podskoczyło, zapomniałem o wszystkim, co mi zabraniało robić tego, co robiłem teraz.
Przygarnąłem ją do siebie, czując jej nos na swoim policzku. Jej włosy na mojej twarzy. Oderwałem ją od ziemi.
Tak to był sen.
Sen, który prześladował mnie po nocach.
Zrobiliśmy piruet i wylądowaliśmy na mokrej, leśnej ziemi. Klęczałem na kolanach i całując każdą krople z jej ust. Jej ręka dotykała mojej twarzy, czułem jej dłoń w swoich włosach i nie spodziewałem się, że to uczucie tak bardzo wprowadzi mnie w euforie.
Chciałem spojrzeć w jej oczy,odchyliłem jej twarz lekko od mojej i to co zobaczyłem w jej oczach rozeszło się po całym moje ciele. Ciepło.

A dawno, dawno nie czułem ciepła. Ponad 1oo lat bez ciepła, jak w ogóle mogłem przeżyć bez tego?

Jak mogłem istnieć?

Próbowałem odpowiedzieć jej tym samym. Ale w jaki sposób? Nie byłem tą osobą co kiedyś. Co jeżeli mój dotyk nie będzie przypominał jej tej osoby, którą pokochała?
Znowu poczułem strach. Tak, to strach tak bardzo mnie odciągął od tego. Tessy przeszłość z Willem tak naprawdę była tylko wymówką.
Bo nie chcę wiedzieć, co będzie, kiedy okażę się, że nie jestem dla niej tym, kim byłem kiedyś.

Poczułem jej dłonie na twarzy sprowadzające mnie do tu i teraz. Jej oczy tak blisko moich.
- Jem... -
Szukała w moich oczach odpowiedzi mojej nagłej paniki.
- Jem... nie wiem, co myślisz. Ale jeżeli nie umiesz mi powiedzieć, pokaż mi- wyszeptała.
Pokazać. Jak mogłem jej to pokazać?
-Czemu boisz się mnie dotknąć... -
Powoli jej ręce opadły i odwróciła sie lekko ode mnie.
-Przepraszam- powiedziała. - Nie chciałam wprowadzić cię w taką ...niezręczną sytuacje-
- Myślałam tylko, że...- zrobiła przerwę. - że czujesz to samo, co czułeś na moście, kilka miesięcy temu.

Nie wygłupiaj się, zrób coś, idioto- usłyszałem głos w mojej głowie. Trochę jak Will.
Will.

Wiedział, że będę chciał wrócić. Czy mógł też wiedzieć, że będę się tak bał... przed bycia z nią?
Już kilka razy odwracałem się od niej i nawet nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Ale na moście przecież pokazałem jej coś innego.

No każdy by się w tym pogłupił, kochany. To ty chcesz z nią być, czy nie. Bo teraz musisz jej pokazać czego chcesz. Zresztą czy to nie było twoją nadzieją przez wszystkie te mizerne lata? Że będziesz mógł z nią być?

Zupełnie jakbym słyszał Willa. Ale w jaki sposób, przecież chyba jeszcze nie oszalałem?

Tessa odwróciła się już i zaczęła iść w stronę domu.

- Stój. Tess, proszę cię.

Podszedłem do niej i chwyciłem za ramię. Odetchnąłem głęboko.
- Wiesz, że nie jestem już .... taki sam. Lub może w ogóle nie jestem tą osobą, którą kochałaś wtedy- wydusiłem z siebie.
- Wiem. Tak samo jak ty wiesz, że ja tez się zmieniłam.

- Ach Tess, ale ja widziałem jak się zmieniasz z roku na rok. Aż do dzisiejszego dnia. Ale ja... -
- Co ty? Jem ja widzę kim jesteś teraz i zakochuję się w tej osobie coraz bardziej...-
- Ale...
- Cii. Ty myślisz, że ja mam wyobrażenie tego jaki byłeś kiedyś i chcę to powołać w tobie do życia? Że oczekuję tamtej osoby? Nie.- powiedziała.
- Wręcz przeciwnie. Wiem, że tamten Jem odszedł w momencie, kiedy przestał być łowcą. Ale to nie znaczy, że twoja dusza się zmieniła. Czy to nie ty mówiłeś, że będziemy się odradzać i znajdować w sobie to zrozumienie w każdym pokoleniu, mimo że będziemy innymi ludźmi?
- Wiesz, to co mówiłem wtedy....-
- Ja chcę wiedzieć tylko jedno.

Spojrzeliśmy na siebie.
-Chcesz kontynuować ten sen? - uśmiechnęła się.

Tym razem to ja ją pocałowałem, głęboko, bo to czułem. Pamiętałem jak całowałem ją po raz pierwszy, lekko i krucho.

Życie dało nam szansę, dało mi szansę, żeby być z kobietą którą kochałem od kiedy tylko pamiętałem. Kiedy byłem słaby, ale marzyłem o tym, kim mógłbym być bez mojej choroby. Teraz faktycznie mogłem być sobą.

Nie wiem kiedy, ale jakoś wróciliśmy do pokoju.
- Tessa...- kiedy posuwała się ze mną w stronę łóżka, lub tego co miało zastępować łóżko. Mój podkoszulek wylądował na podłodzę, a jej ręcę były niezmiernie trudne do pozbycia się. W tej kwestii byłem faktycznie słaby. Za słaby. Kiedy całowała mnie po ramieniu, moje kolana ugięły się pode mną.
-Tess...- ale nie zdążyłem nic powiedzieć, jej usta znowu znalazły się na moich.
Jak mogłem jej cokolwiek powiedzieć, kiedy wszędzie tylko unosił się jej zapach wymieszany z deszczem. Westchnąłem.
Wtedy kompletnie nie wiedzieliśmy co robiliśmy, tylko że zapomniałem, iż przez ten cały czas, robiła to tyle razy. Ach  James, zamknij się, dobrze dla ciebie, że przynajmniej jedna strona wie co robi.- 
Znowu ten głos.
Nawet nie wiem kiedy się położyłem, moje ręcę leżały na jej biodrach, a jej usta całowały okolice pod moim uchem. Co było dziwne...
- Tessa proszę, przestań. spójrz na mnie -
- Przepraszam... zapomniałam....- sięgnęła za siebie.
- Ale tak naprawdę to twoja wina. - powiedziała naprowadzając moje ręce pod jej bluzkę. Zmarszczyłem czoło, wyciągnąłem ręcę i zamiast tego przewróciłem ją na plecy.
- Tessa, nie powinniśmy. Nie jestem... -
Ale jej widok niczego mi nie ułatwił. Miała mokre włosy, rozgorączkowane policzki i świecące oczy.
Wykorzystała moją niepewność przyciągając mnie do siebie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam za dotykiem kogoś, kogo kocham.-
Nic nie mogłem poradzić na to, iż moje serce stanęło.
- Czy o tym był twój sen? Dokładnie tak?- zapytałem niewinnie, jednocześnie w głowie słysząc intuicje, żeby powoli przesunąć ręka po jej ramieniu, aż do biodra.  Nie odpowiedziała, zamiast tego westchnęła i przyciągnęła mnie do swojej twarzy, jeszcze raz mnie całując i obracając mnie na plecy. Ściągnęła spodnie, z którymi miała problemy, bo kleiły jej się do skóry.
Widząc ją tak, zamknąłem oczy.
Może w dzisiejszym świecie, było to normalne... ale dla mnie to wszystko było nowe i inne.
Wiedziałem, że za chwilę przyjdzie granica, i że jeżeli ją przekroczę, nie będę mógł się wycofać, nawet jeżeli bym chciał.

Ale była jeszcze rzecz, którą chciałem wypróbować, zanim to przerwę. Powoli się wyprostowałem, delikatnie kładąc ja na plecy pocałunkiem. Chciałem jej pokazać, jak bardzo cenię tą bliskość, to że możemy być tak blisko. Dlatego przestanę w odpowiednim momencie, ale chciałbym jej oddać dotyk, za którym tęskniła. Delikatnie sunąłem palcami po jej szyi i ramieniu, a potem zatrzymałem się przy obojczyku, gdzie wisiał mój naszyjnik. Dotknąłem każdego miejsca z miłością i wdzięcznością i czułem jak jej skóra reagowała na każdy z nich z lekkim drżeniem. Chciałem bardzo żeby zapomniała gdzie jest, żeby ten dotyk ją pochłonął, ale to nie było na dziś. Mieliśmy dużo czasu. Dzisiaj chciałem tylko powiedzieć, ile dla mnie znaczy.
To jak ją kocham, zostawię na inny raz.

Mimo wszystko usłyszałem jej cięższy oddech. Położyłem się obok niej.
-Jem, proszę... - próbując mnie przecięgnąć na siebie. Pocałowałem ją w czoło. - Czekałem na to niezliczoną ilość czasu i mogę poczekać jeszcze więcej.
- Ale kiedy? Nawet nie wiesz, jak długo żyłam bez - westchnęła ciężko.
Uśmiechnąłem się.
-Nie dziś- powiedziałem.
-Poza tym... to było lepsze niż w moim śnie. A jestem kobietą z wielką wyobraźnią- westchnęłay wyolbrzymioną tragiką.
- Nie dostanę jeszczę trochę...tak trochę?- szepnęła mi do ucha. Odwróciłem twarz, nachylając się nad jej dekoltem, poczułem jej oczekiwanie, ale w ostatnim momencie się odwróciłem, lekko szczypiąc ją czubek nosa.
- Idź ubierz się w suche rzeczy, nie chcę, żebyś była chora. -
Prychnęła ze śmiechu. - To cały ty. Jestem nieśmiertelna, nie wiesz?
- Ale zachorować i tak możesz.

Przewróciła oczyma.
- Mam cię wnieść pod ciepłą wodę?
- Jeśli to oznacza, że wejdziesz tam ze mną?

Teraz to ja się roześmiałem i podniosłem z łóżka.
-Śnij dalej.

Westchnęła i poderwała się z łóżka, znikając w łazieńce.

Tessa. Byłem z nią dzisiaj prawie tak blisko jak mąż z żoną. Ale czy ona chcę mieć jeszcze jednego męża?

Ugryzłem się w wargę. Nie wiedziałem. Nie miałaby problemu być ze mną w ten sposób, ale ja ... czułem, że to nie jest to czego chciałem.
Świat się zmienił, reguły się zmieniły, ale mimo wszystko nie wydawało sie być to właściwe. Poza tym...

zapominałem o jednej rzeczy. Tessa nadal była nieśmiertelna. Ja przestałem być.
Byłem człowiekiem i umrę, jak każdy człowiek, w swoim czasie.
Mój czas z nią jest ograniczony, nie przeszkadza mi to. Ale czy ona chcę przeżyć to drugi raz ze mną? Starzenie się, starość, śmierć. Czy ja chcę dopuścić, aby przeżyła to drugi raz?
Nie mogłem przy niej być, kiedy Willa zabrakło. Wiem, że czuła się strasznie zagubiona. Czy jest to w porządku proponować jej ten sam układ?

Ubrałem się i sięgnąłem wreszcie po listy. Usiadłem przy drzwiach na pole i zacząłem czytać pierwszy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz