Jechaliśmy w stronę prefektury Taizhou, tam mamy przesiąć się na pociąg, który w końcu zawiezię nas do celu.
Ostatnie dni były... intensywne. Tylko za namową Tessy zgodziłem się pojechać do Shanghaiu. Mimo wszystkich tych lat, które upłynęły pomiędzy moim ostatnim pobytem tam... nie czułem potrzeby wracać do miasta, w którym wszystko straciłem. Chociaż, to nie tak...
Spojrzałem na twarz Tessy, na jej zamknięte powieki i lekkie piegi na policzku, szepnęła coś pod nosem i lekko się poruszyła. Prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali, gdybym nie został zmuszony do wyjazdu z Shanghaiu. Jednak powrót zawsze oznaczał w jakim sensie przypominanie sobie, a co wiązało się z tym, ból.
Nie ważne co inni o mnie myśleli, nigdy w pełni nie pogodziłem się z tym, co się stało. Ale czy ktokolwiek by mógł?
Will też myślał, iż jego życie zmienił jeden taki incydent, tak samo nie mógł się pogodzić. Dopóki nie odkrył, że to była tylko iluzja.
Niestety.
To co przydarzyło się mi, nie było iluzją.
Ale to leżało daleko w przeszłości, w tym momencie byłem po prostu wdzięczny.
Shanghai okazał się inny, niż bym się spodziewał. Tessa powiedziała, że jeżeli nie chcę wracać do Instytu wcale nie muszę. Zaproponowała, żebyśmy zebrali nowe wspomnienia i przez kilka dni właśnie to robiliśmy. Można powiedzieć, że na nowo zaprzyjaźniałem się z miastem, które znałem z kompletnie innego czasu.
Rzeczy które były niezmienne to oczywiście świątynie. Poszliśmy odwiedzić kilka miejsc, i po jakimś czasie, poczułem się wolny. Historia mojego dzieciństwa nie definiowała mnie już dłużej.
Potrzebowałem tego, poczuć, iż ta tragedia już od kilkadziesiąt lat nie miała nade mną władzy. I znów się pogubiłem w określeniu. Nie definiowała mnie, ale mimo wszystko to ona sprawiła, iż byłem w tym momencie gdzie jestem teraz. 130 letni nastolatek, który na nowo uczy się żyć.
Tessa twierdzi iż jest inaczej. Mówi mi, że jest dokładnie na odwrót. Mógłbym już nie żyć, jednak to moja własne decyzja sprawiła, iż jestem tu. Że żyję.
Patrzyłem się za okno, na mijające krajobrazy, myśląc o tym, jak bardzo brakowało mi tego kawałka ziemi, choć wcale tego tak nie odczułem.
Jako Brat ogólnie niezbyt dużo czasu poświęcało się samemu sobie. Teraz krok po kroku próbuję odnaleźć siebie na nowo. Po tych dwóch tygodniach w podróży z Tessą, nie byłem pewien, czy wciąż jestem tą osobą, którą znała, której pragnęła.
- Znowu masz tą minę. - odezwała się Tessa chrypkim głosem. Jej twarz wciąż spoczywała na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się lekko, zawsze potrafiła rozpoznać w jakich myślach tkwie.
-Zamyśliłem się... -
-No właśnie- odparła, po czym wyprostowała się, lekko wyginając się w różne strony. -Nie wiem, czy podoba mi się to zamyślenie. - dodała w trakcie.
Odwróciłem się w jej stronę, rzucając jej lekko wyzywające spojrzenie.
-Ach, to niby teraz mam zwracać uwagę na to, w jaki sposób się patrzę, gdy myślę...-
Zaśmiała się.
-Nie bądź taki delikatny... - odparła, ściskając moją rękę - Ale zauważyłem ten wyraz już częściej u ciebie, po prostu nie wiem co znaczy.
Wzruszyłem ramionami. Nie chciałem jej na razie o tym mówić.
- Jem...- usłyszałem jej głos blisko mojego ucha i po chwili poczułem jej rękę na mojej twarzy, delikatna, lekka...
Nie chciałem, żeby zobaczyła tą niepewność w moich oczach i odczytała ją za coś, czym nie była. Lekko więc odwróciłem głowę w jej stronę. Nasze nosy prawię się ze sobą stykały. Poczułem jej zapach i zamknąłem oczy. Słyszałem swoje serce, biło mocno, domagając się głośno o to, czego mój rozum mi zabraniał...
Tkwiliśmy w tym momencie, oddychając swoje powietrze... aż w końcu nasze usta otarły się o siebie.
Widziałem malutką główkę niemowlęcia w rękach Will'a, obok niego stała Tessa poprawiając jego szaty. Uśmiechała się, była tak szczęśliwa i radosna. Will był taki jak
zawsze, dumny, na jego twarz głupawy, lecz szczęśliwy uśmiech.
Podeszli do mnie, wypowiedziałem słowa obrzędu i zapytałem o imię dziecka.
- James- powiedzieli razem. W tym momencie poczułem jak coś z głębi zaczyna się wyłaniać, nie czułem czegoś takiego od dawna...
Musiałem się odwrócić. Czułem zbyt wiele. Nie powinienem był tego czuć, a jednak. Fala za falą napływała, a ja nie mogłem tego ukryć. Zakryłem twarz. Dziecko krzyknęło.
Oderwałem się. Odsuwając się trochę, powiedziałem
- Przepraszam...- chciałem powiedzieć coś więcej, ale słowa utkwiły mi w gardle.
Tak było już od momentu, kiedy w Shanghaiu spędziliśmy pierwszą noc, tak naprawdę drugą noc, ponieważ pierwszej nie pamiętamy oboje. Po prostu zasnęliśmy od razu.
Ale druga noc.
-Jem, nie rozumiem, co...- zaczęła Tessa. Wiedziałem, że będziemy musieli o tym porozmawiać, ale nie mogłem. Jeszcze nie teraz.
Tessa chyba zrozumiała, bo nie kontynuowała, ale dostrzegłem lekką zmarszczkę pomiędzy jej brwiami. Nie nawidziłem przysparzać jej tyle myśli, ale niestety, nie mogłem na razie inaczej.
Spojrzałem ponownie za okno, krajobrazy zniknęły, zamiast tego pojawiły się szare zabudowania wraz z oświetleniem.
-Nie długo będziemy na miejscu- powiedziałem.
Tessa westchnęła, czułem, że chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego po prostu znów oparła głowę o moje ramię. Ulżyło mi. Nie chciałem stracić jej bliskości.
To nie była jej wina. Wtuliłem twarz w jej włosy, wdychając jej zapach.
Nie zasłużyłem na to.
&
Nie wiem czy kiedykolwiek ktoś to będzie czytał, ale...
Jest to fanfiction Infernal Devices, dzieję się w czasie współczesnym, będą jenak rzuty do przeszłości.
Opowiadanie jest pisane z perspektywy Jamesa * Jema Carstairs i opowiada o jego podróżach z Tessą w czasie, kiedy już jest człowiekiem. Tessa nadal jest nieśmiertelna.
Piszę to, ponieważ bardzo, bardzo lubię postać Jema i chciałabym sama dla siebie dowiedzieć się, co będzie dalej.